Fabuła - Odwilż
Player audio w wersji BETA. Ew. zgłoszenia błędów prosimy kierować na
Komentarze (2)
Tam nie wiedzą, co to złość, smutek, co to cierpienie
Życie się nie kończy, ono dopiero się zaczyna kolego
Jest tylko początkiem czegoś nowego
Te gorzkie chwile, wszystkie piękne dni
Niech zostaną w moim sercu dopóki będę żył
Śnił, oddychał, widząc w zniczach chodnik wspomnisz
Spod tafli lodu przyjdzie pora na odwilż
Pod maską powagi lepiej się przyjrzyj
Jak lód pozbawiony pęknięć w początkach grudniowej odwilży
Zwilży cerę deszcz, przez ceregiele przejść
Boże, by utopić smutek w łez jeziorze
To co, że ciężko, wiesz to, przez co przejść człowiek musi
Wiesz przejść, ich już nie ma gdzieś
Znikły, wyschły, wsiąkły w grunt
Tu po słonych łzach przyjdzie czas na uśmiech tryumfu
Wraz ,zgasły blask szmaragdów świat znów zamarł
Przez te brylanty kapiące na ubrania
Jedyne, co zostanie to te łzy na dłoniach
Tam nie wiedzą, co to złość, smutek, co to cierpienie
Życie się nie kończy, ono dopiero się zaczyna kolego
Jest tylko początkiem czegoś nowego
Te gorzkie chwile, wszystkie piękne dni
Niech zostaną w moim sercu dopóki będę żył
Śnił, oddychał, widząc w zniczach chodnik wspomnisz
Spod tafli lodu przyjdzie pora na odwilż
Pod maską powagi lepiej się przyjrzyj
Jak lód pozbawiony pęknięć w początkach grudniowej odwilży
Zwilży cerę deszcz, przez ceregiele przejść
Boże, by utopić smutek w łez jeziorze
To co, że ciężko, wiesz to, przez co przejść człowiek musi
Wiesz przejść, ich już nie ma gdzieś
Znikły, wyschły, wsiąkły w grunt
Tu po słonych łzach przyjdzie czas na uśmiech tryumfu
Wraz ,zgasły blask szmaragdów świat znów zamarł
Przez te brylanty kapiące na ubrania
Jedyne, co zostanie to te łzy na dłoniach
Gdy, ziemia skończy jak Wenus - martwa i wypalona mówię ci
Łzy ku pokrzepieniu serc
I opłaca się dawać odczuć małym ludziom, że są wielcy
Dręczy nas ten problem, na policzkach słone sople
Krople deszcz za oknem, oknem
Płacze niebo, patrzę nie dość masz słonych pereł
Widzę nie dość, ale masz nadzieję
I mam ją też, spadają liście z drzew, pada deszcz
Weź tylko popatrz na te gwiazdy na niebie
Tam nie wiedzą, co to złość, smutek, co to cierpienie
Życie się nie kończy, ono dopiero się zaczyna kolego
Jest tylko początkiem czegoś nowego
Te gorzkie chwile, wszystkie piękne dni
Niech zostaną w moim sercu dopóki będę żył
Śnił, oddychał, widząc w zniczach chodnik wspomnisz
Spod tafli lodu przyjdzie pora na odwilż
To te łzy, które wyparowały w płomieniach uczuć
I tu nie każdy w środku jest twardszy od granitu
Przytul bliską osobę, niektórzy śpią już
Niektórzy wolą nicość, która ma w sobie tyle spokoju
Kto nadzieję zdobył, a nie zdobył reszty
Będzie musiał także to stracić, co zdobył
Nie wierzmy w te złe sny, rześki wiatr i miliardy gwiazd
Nic tak jak płacz nie ujawnia naszych wad
No wiesz płacz oczyszcza gdzieś nad nami między chmurami
Radość, a żal tu w blokowiskach, setki myśli, w sercach ból
Płomienie zniczy odbijające się od marmuru
Bólu więcej, zdjęcie w jednej, krzyż w drugiej ręce
Choć jestem złym człowiekiem modlę się za was, klęczę
Patrzę w niebo, tęsknię nieraz
Jeszcze się kiedyś spotkamy, ale jeszcze nie teraz
Weź tylko popatrz na te gwiazdy na niebie
Tam nie wiedzą, co to złość, smutek, co to cierpienie
Życie się nie kończy, ono dopiero się zaczyna kolego
Jest tylko początkiem czegoś nowego
Te gorzkie chwile, wszystkie piękne dni
Niech zostaną w moim sercu dopóki będę żył
Śnił, oddychał, widząc w zniczach chodnik wspomnisz
Spod tafli lodu przyjdzie pora na odwilż